Polski Ład – krajobraz podatkowy po zmianach

Dyskusja w przestrzeni publicznej na temat zmian podatkowych, które weszły w życie od 1 stycznia 2022 r., zdominowana została przez kwestie związane z podatkiem PIT oraz składką zdrowotną, czyli ekonomicznie para-podatkiem – daniną, którą wszyscy musimy płacić. Trudo się zresztą dziwić, że to ten element rozpalał dyskusję, skoro dotyczył wszystkich świadczących pracę bez względu na formę prawną jej świadczenia (umowy o pracę, umowy zlecenia, o dzieło, działalność gospodarcza), ale także firm, które ponosiły koszt tej pracy. Polski Ład to jednak nie tylko zmiany w PIT, ale również fundamentalne zmiany w innych podatkach, które będą rzutowały na działalność firm, a początki nowych regulacji nie napawają optymizmem. Warto zatem podsumować najważniejsze zmiany i postarać się o ich ocenę z perspektywy biznesu.

Zmiany w PIT

Zafundowane nam zmiany w PIT wzbudzają skrajne emocje. Z jednej strony pomstują na nie – i słusznie – samozatrudnieni, wszelkiej maści specjaliści, sektor MŚP, oraz wszyscy zarabiający więcej niż 11 141 złotych miesięcznie, bo dla nich wszystkich zmiany oznaczają dużo mniej pieniędzy w kieszeni. Z drugiej strony mamy głos Ministerstwa Finansów, które twierdziło, że większość Polaków zyska na Polskim Ładzie.

Nominalnie oczywiście jest kilka fundamentalnych i pozytywnych zmian. Do takich należy zaliczyć wzrost kwoty wolnej od podatków z 8 tys. zł. do 30 tys. zł., jak też podniesienie progu podatkowego, od którego pracownicy i inne osoby rozliczające się tzw. skalą podatkową zaczynają płacić wyższy podatek tj. 32% zamiast 17%, z trochę ponad 85 tys. zł. do 120 tys. zł. Dla sporej części osób rozliczających się ryczałtem z PIT zmniejszono także stawki podatku – np. w przypadku specjalistów IT z 15% do 12%, lekarzy czy prawników z 17% lub 15% do 14% itd.  Teoretycznie więc wszyscy rozliczający się skalą podatkową na tej zmianie powinni skorzystać.

Niestety pozytywne efekty tych zmian zostały jednocześnie skonsumowane, zwykle z okładem, przez wprowadzenie składaki zdrowotnej, której nie da się już odliczyć od podatku PIT. Składka ta jest zróżnicowana – od 9% dla tych, którzy rozliczają się skalą podatkową (np. pracownicy), poprzez 4,9% dla przedsiębiorców rozliczających się liniowo, po indeksowane do minimalnego wynagrodzenia kwoty dla rozliczających się kartą podatkową.

A więc na tej zmianie wszyscy bez wyjątku tracą.

Postanowiono zatem zrekompensować tę stratę tworząc tzw. ulgę dla klasy średniej. Nie wchodząc w bardzo skomplikowane wzory wyliczania tego „wynalazku podatkowego” można podsumować, że ulga ta przysługuje tym, którzy zarabiają w widełkach od 5 701 zł. do 11 141 złotych miesięcznie na umowę o pracę i do 13 tys. zł. miesięcznie jako przedsiębiorcy jednoosobowi (tzw. JDG) i rozliczają się skalą podatkową. Analizowanie zawiłości tej ulgi jest o tyle bezcelowe, że spełnia ona dokładnie rolę poduszki powietrznej w zderzeniu z nową wyższą, nieodliczalną od podatku składką zdrowotną i jest wyliczana w taki sposób, że osoby o wskazanych powyżej dochodach nominalnie nie zapłacą więcej podatków lub para-podatków (składka zdrowotna).

Co to wszystko oznacza w praktyce? Po pierwsze gigantyczny bałagan wynikający z istotnych i kompleksowych zmian w systemie podatkowym, bez odpowiedniego przygotowania legislacyjnego. Wprowadzone rozwiązania są niespójne, często pozostawiające zbyt dużą swobodę interpretacji, a często prowadzą do kuriozalnych sytuacji – np. jeśli jako pracownik przekroczę o 1 zł. widełki pozwalające na zastosowanie ulgi dla klasy średniej w skali roku (133 692 złote) to zapłacę większy podatek od całości swoich dochodów! Tylko wyglądać kolejek pracowników, którzy pod koniec 2022 roku będą prosili szefów, aby nie wypłacać im premii w tym roku, bo wypłata np. 500 złotych spowoduje konieczność zapłaty znacznie większej kwoty podatku w rozliczeniu rocznym, gdyż trzeba będzie oddać ulgę. 

To, co w przypadku zmian do PIT jest pewne to to, że:

1) nie ma w tej chwili na rynku systemu kadrowego, który prawidłowo obliczy podatek pracownikowi, biorąc pod uwagę wszelkie zmienne,

2) księgowi nie mają pewności jak mają rozliczać PIT „bezpiecznie”, co oznacza potencjalne straty w ciągu roku u tych podatników, którym nominalnie miało być lepiej (wide problemy z uposażeniami nauczycieli, przedstawicieli służb mundurowych itd.),

3) tylko niewielka część osób miesięcznie zarobi nominalnie więcej, ale nie są to istotne różnice, nominalnie ok. 150 zł miesięcznie więcej dostaną osoby z najniższą pensją brutto 3000-3500 złotych. Już zarabiający 5500 zł miesięcznie brutto dostanie 13 złotych więcej miesięcznie, a Ci o wyższych dochodach brutto (do 11141 złotych) już tylko okrągłe 0. Inna kwestia, że przy obecnej inflacji oznacza to, że netto de facto wszyscy tracą!

4) lepiej zarabiający na zmianach nominalnie stracą – dla przykładu członek zarządu zarabiający 20000 złotych miesięcznie na umowę o pracę, miesięcznie straci ponad 650 złotych netto.

Powyższy mechanizm wprost wskazuje, że ideą przewodnią zmian było to, aby lepiej zarabiający pokryli koszty zwiększonych obciążeń na system zdrowia i odciążyli w tym dziele tych najsłabiej zarabiających. Po co tylko aż tak komplikować system PIT, który i tak jest jednym z najbardziej trudnych do stosowania na świecie…

Pół żartem pół serio można powiedzieć, że dalekowzrocznością wykazali się wszyscy ci, którzy wychowują 4 lub więcej dzieci – oni bowiem będą mogli od obecnego roku korzystać z gigantycznej, jak na polskie warunki, kwoty wolnej od podatku (30 000 kwoty wolnej + ponad 85 tys. ulgi). Każde z rodziców korzysta z ulgi niezależnie więc przy 2 pracujących rodzicach kwota bez podatku to prawie ¼ miliona złotych. Jak się musi czuć w świetle tych zmian samotna matka 4 dzieci lub rodzina z 3 dzieci, pozostawiam bez komentarza.  Za jedyne słowo komentarza wystarczy: chaos!

Zmiany w CIT

Zmiany dla firm są o wiele bardziej przyjazne i w gruncie rzeczy w przeważającej części korzystne dla biznesu. Niewątpliwie są takimi zmiany w zakresie ulg podatkowych, które wysypały się niczym z rogu obfitości (były omawiane na łamach Podlaskiego Manager’a w zeszłym roku). Dość wspomnieć o rozszerzonej i uzupełnionej uldze na badania i rozwój idącej w parze z ulgą na tzw. pracowników innowacyjnych. Ale równie istotne, a może w praktyce nawet istotniejsze, bo łatwiejsze w stosowaniu, są ulgi na robotyzację, na prototyp, ulga konsolidacyjna, ulga na zabytki, ulga na działalność sportową, czy wreszcie długo wyczekiwana ulga na kształcenie obecnych i przyszłych pracowników (system stypendialny oraz kształcenie pracowników na studiach podyplomowych).    

Istotne zmiany zaszły w tzw. podatku u źródła (inaczej WHT – z ang. Withholding tax), czyli podatku, który w określonych sytuacjach polski podmiot, jako płatnik, musi zapłacić fiskusowi w od płatności dokonywanej dla podmiotu zagranicznego. Ustawodawca wycofał się z najbardziej kontrowersyjnych zmian w tym zakresie, które powodowały, że omawiane przepisy były w zasadzie w dużej mierze zawieszone od momentu ich wprowadzenia w życie 1 stycznia 2019 r.

Przypomnijmy, że system zakładał, że każda płatność dla danego kontrahenta zagranicznego z określonych tytułów powyżej 2 mln zł. miała być systemowo objęta polskim podatkiem (19% lub 20%), a następnie ewentualnie podatek ten podlegałby zwrotowi. Dotyczyło to np. płatności za tzw. usługi niematerialne takie jak usługi doradcze, księgowe, badania rynku, usługi prawne, usługi reklamowe, zarządzania i kontroli, usługi przetwarzania danych, usług rekrutacji pracowników i pozyskiwania personelu, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń wszelkie usługi o podobnym charakterze. Przepisy te miały ograniczać transfer zysków poza Polskę przez polskie podmioty, a stały się prawdziwym utrapieniem dla wszystkich, nawet najmniejszych firm. Dotyczyły bowiem np. każdego kto korzystał z usług Googla, Amazona Microsoft i innych gigantów międzynarodowych, a więc firm, którym polska firma mogła tylko 2 razy pobrać podatek na ich koszt – pierwszy i ostatni – taki proceder kończyłby się zwyczajnie zerwaniem współpracy, a to oznaczało dodatkowe koszty po stronie polskiej firmy. Paradoks dodatkowo polegał na tym, że w świetle konwencji OECD i wszystkich umów o unikaniu podwójnego opodatkowania (tzw. UPO), w tym tych podpisanych przez Polskę, takie dochody stanowią tzw. dochody z przedsiębiorstwa… a więc nigdy pod żadnym pozorem nie powinny być opodatkowanie polskim CIT lub PIT.

Ustawodawca pozwolił też de facto na zupełne odejście od mechanizmu „płać i zwracaj się o zwrot” w przypadku pozostałych płatności za granicę – tzw. płatności pasywnych (dywidendy, odsetki opłaty licencyjne itp.), na ryzyko zarządu. Innymi słowy, jeśli zarząd oświadczy, że wszystkie okoliczności zastosowania zwolnienia od podatku u źródła lub obniżenia opodatkowania są spełnione to nie trzeba wpłacać podatku w wysokości określonej polskimi przepisami, ale można skorzystać z dobrodziejstwa UPO. 

Jak każda nowelizacja CIT i ta „pogmerała” przy samochodach i stawkach amortyzacyjnych. Dodatkowo miała też ułatwić stosowanie tzw. podatku estońskiego, czyli ryczałtu CIT, a w zasadzie wprowadziła zupełnie nową instytucję o znacznie mniejszych ograniczeniach, na pewno atrakcyjniejszą w obecnym kształcie dla podatników, nad którą obecnie warto się zastanowić.

Wprowadzono też specjalne przepisy dla tzw. spółek holdingowych z siedzibą w Polsce. Instytucja może być myląca, bo dotyczy nie tylko standardowych holdingów, ale każdej spółki polskiej, która jest właścicielem spółki zagranicznej. Może ona przy zastosowaniu tych przepisów zaoszczędzić w określonych warunkach na podatku od zbycia takiej spółki zagranicznej.

Niestety wprowadzono tez tzw. minimalny CIT, dla tych którzy ponieśli stratę lub są nie dość dochodowi (1% udziału dochodu w przychodach). A więc de facto może to prowadzić do „karania” tych, którym się z różnych przyczyn nie wiedzie – w dobie pandemii ruch dość odważny politycznie i słusznie piętnowany.

Jest też sporo innych zmian o ograniczonym zakresie oddziaływania.

Zmiany w VAT

Większość z tych zmian ma charakter techniczny (zmiany do JPK), albo bardziej PR niż rzeczywisty (wprowadzenie systemu KSeF) z racji na ich ograniczone zastosowanie praktyczne, ale niewątpliwie warto przyjrzeć się 2 fundamentalnym zmianom, które w mojej ocenie są nie tylko ciekawe z prawnego punktu widzenia, ale też mogą wydatnie pomóc polskim przedsiębiorcom efektywniej zarządzać podatkami i obniżyć ich skalę.

Pierwsza z nich to tzw. grupa VAT, a więc możliwość rozliczania się z fiskusem jako jeden podatnik VAT grupie powiązanych ze sobą kapitałowo podmiotów. Jest to zupełnie nowy instrument w polskiej ustawie o VAT znany od wielu lat w Europie – na koniec 2020 r funkcjonowały z powodzeniem w 18 państwa UE. Rozwiązanie to powoduje nie tylko zmniejszenie obciążeń administracyjnych, ale przede wszystkim umożliwia o wiele lepsze zarządzanie płynnością finansową, powoduje bowiem, że transakcje pomiędzy podmiotami tworzącymi grupę VAT nie podlegają temu podatkowi. Dodatkowo rozwiązanie to pozwala na szybszy zwrot VAT dla podmiotów, które standardowo znajdują się w pozycji podatek do zwrotu, a więc wszystkim tym grupom biznesowym, w których występują nowe podmioty dopiero rozpoczynające działalność (np. branża budowlana), które generują więcej zakupów niż sprzedaży. Dotyczy to także podmiotów, które sprzedają na eksport lub w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów (a więc ze stawką 0%), a ponoszą koszty głównie w Polsce (eksporterzy towarów i usług). Wreszcie jest to rozwiązanie atrakcyjne dla tych wszystkich, którzy działają w grupie, a ich działalność jest opodatkowana VAT stawkami obniżonymi (np. producenci żywności, hotele). Grupa VAT powoduje bowiem, że zamiast czekać na zwrot VAT z urzędu można sobie potrącić należną nam kwotę ze zobowiązania innej spółki w Grupie VAT. 

Inna równie ciekawa możliwość to opodatkowanie VAT (rezygnacja ze zwolnienia) usług finansowych (np. pożyczek). Nie jest to bowiem, jak może się wydawać instytucja dla banków, ale przede wszystkim dla tych firm, które nadwyżki gotówki pożyczaj firmom z grupy lub na rynku. Dotychczas bowiem traciły na podatku VAT nie mogąc odliczyć podatku naliczonego na zakupach, teraz mogą pożyczać znacznie efektywniej z podatkowego punktu widzenia.

Jak widać zmian w systemie podatkowym na 2022 r. jest sporo. Warto zatem wnikliwie przeanalizować, czy z punktu widzenia zmienionych regulacji szeroko pojęta struktura działania firmy jest optymalna, z jakich odliczeń można skorzystać, a czego się wystrzegać. Należy się przygotować raczej na dłuższe ćwiczenie – zmian jest mnóstwo, a ich czytelność i jednoznaczność pozostawia wiele do życzenia.        

Autor:  Marcin Chomiuk – Partner zarządzający, ADN Doradztwo Podatkowe

Podobne wpisy

Adres:

Siedziba spółki:
ADN Podatki Sp. z o.o.
Browary Warszawskie – Biura „Przy Warzelni”
ul. Grzybowska 56
00-844 Warszawa

Biuro operacyjne:
Budynek Bitwy Warszawskiej Business Center
ul. Bitwy Warszawskiej 1920 r. 7A
02-366 Warszawa

KRS 0000651927
NIP 5272789636
REGON 36607098800000

Telefon:

tel. (22) 208 28 88
fax: (22) 211 20 90

E-mail:

e-mail: biuro@adnpodatki.pl

Social Media: